Od początku - czyli skąd się biorą pieniądze.
Wyobraź sobie, że nie płaci się pieniędzmi tylko złotem. Jak wiadomo złota na świecie jest skończona ilość czyli na jednego mieszkańca przypadałaby ściśle, z góry określona ilość pieniędzy. Jednak ludzi jest coraz więcej więc gdybyśmy płacili złotem na każdego człowieka przypadałoby coraz mniej pieniędzy. Podobny mechanizm występuje przy wzroście gospodarczym – wartość dzisiejszych wieżowców i samochodów jest tysiące razy większa niż wartość drewnianych chatek i koni w piętnastym wieku – jest to zgodne z intuicją - samochód jest wart więcej niż koń. Gdybyśmy płacili złotem czyli mieli cały czas taką samą ilość pieniędzy w obiegu za samochód w dwudziestym wieku płacilibyśmy tyle co za konia w piętnastym a cena konia spadłaby wielokrotnie. Mielibyśmy do czynienia z przeciwieństwem inflacji - deflacją czyli spadkiem cen w czasie. Jest to bardzo groźne zjawisko ponieważ ludzie z naturalnych, psychologicznych przyczyn wolą kupować rzeczy, które drożeją. Jak ceny spadają to po prostu ludzie zwlekają z kupnem co drastycznie zmniejsza ogólną konsumpcję a w związku z tym produkcję a w konsekwencji rozwój technologiczny i gospodarczy. Nikt nie kupi mieszkań, których ceny spadają – nie będzie popytu na mieszkania → nie opłaci się ich budować → zwalnia się ludzi i nie zatrudnia specjalistów z innych branż → ludzi nie mając pracy nie wydają pieniędzy → nie ma popytu na inne produkty → wszystkie branże zmniejszają produkcję → nie ma dużej konkurencji → nie wprowadza się nowinek technologicznych żeby przyciągnąć klientów→ wieżowce, komputery i internet nigdy by nie powstały. Z tego powodu każdy rząd zrobi wszystko aby uniknąć deflacji. Najlepiej tak naprawdę gdy ceny sobie powoli systematycznie rosną – panuje niska, stabilna inflacja wtedy wszystko jest pod kontrolą i wszyscy są zadowoleni – przynajmniej tak twierdzą ekonomiści i tego się na razie trzymajmy. Jak nie doprowadzić do deflacji? To proste – zamienić złoto na środek płatniczy, którego ilość można zwiększać na przykład poprzez drukowanie. Jak to działa? Dodrukujmy trochę pieniędzy. Wydajmy te pieniądze na przykład na budowę dróg i mostów, na których zarobią przedsiębiorstwa i zapłacą swoim pracownikom – dzięki temu wydrukowane pieniądze trafią do obrotu. Jeżeli wybudujemy w ten sposób odpowiednio dużo dróg, pracownicy po pewnym czasie będą mieli nadmiar pieniędzy, które wydadzą na podwyższenie standardu swojego życia np. na mieszkania, samochody, ubrania itp. Po pewnym czasie okaże się, że popyt na mieszkania i ubrania jest tak duży, że ich producenci nie nadążą z produkcją i podniosą ich ceny kreując inflację. Oczywiście wszystko jest dużo bardziej skomplikowane ale zasada jest prosta – drukowanie pieniędzy powoduje wzrost cen a rządy zrobią wszystko aby utrzymać inflację tak więc będą drukować pieniądze. Skąd się więc w rzeczywistości biorą nasze podwyżki? Są one po prostu dodrukowywane – nie przez szefa ale przez rząd, który tak wprowadza pieniądze do obiegu, żeby jakoś do tego szefa trafiły. Oczywiście wraz ze wzrostem podwyżek idzie w parze wzrost cen ale dzięki temu nie mieszkamy już w drewnianych chatkach. Cała zabawa z drukowaniem ma jeszcze jedną ważną konsekwencję – za te same pieniądze w przyszłości będziemy mogli kupić mniej. Jest to o tyle istotne, że dyskwalifikuje trzymanie gotówki w skarpecie (lub pod poduszką) jako sposób na inwestycję – możemy być pewni, że na takiej inwestycji stracimy. W rzeczywistości, żeby inwestycja miała sens jej rentowność musi być większa od inflacji.